Gość movie – czwarty kadr

Gość movie – czwarty kadr

Ja jestem czwartkowy

Wywiad z Wojtkiem Solarzem

 

Hanna Kucal: Jesteś z nami już kolejny raz. Można by powiedzieć, że jesteś przyjacielem naszego festiwalu. Co skłania Cię do powrotów do nas?

Wojtek Solarz: To dla mnie zawsze jest wielka przyjemność tu przyjechać. Fajne jest to, że coś się zrobiło i ktoś chce to zobaczyć.  To zawsze jest bardzo wspaniały czas, wspaniały festiwal. Z Krzyśkiem Spórem poznałem się jakoś siedem lat temu, po festiwalu filmów krótkometrażowych w Warszawie. Zaprzyjaźniliśmy się i tak wyszło.  Z wami jestem tutaj już czwarty raz. Festiwal jest robiony od serca, są prezentowane świetne filmy, a zapraszane są cudowne osoby.

H.K: Czyli rozumiem, że na kolejne edycje także się wybierasz?

W.S: Jeśli dostanę zaproszenie, to oczywiście! Kiedyś byliśmy tutaj także z naszym kabaretem “Na Koniec Świata”. Zawsze jest tutaj bardzo fajnie.

 

H.K: Jak w takim razie mają się relacje z naszą publicznością? Dużo osób bardzo na Ciebie czekało.

W.S: Super! Dużo ludzi z miasta chodzi tutaj na filmy. Starszych, młodszych... I to jest najważniejsze! Bo to, co czasem drażni, to to, że na festiwale przychodzą ludzie tylko ściśle związani z filmem. Na takim festiwalu jak tutaj jest tysiąc razy lepsza atmosfera niż na tych branżowych festiwalach. Tam są sami filmowcy, którzy nawet nie rozmawiają o filmach, bo ze sobą rywalizują.

 

H.K:  Twój przyjaciel powiedział: “Najtrudniejsza praca jest z dziećmi i Wojtkiem Solarzem.” Jak się do tego odniesiesz?

W.S: Szczerze, pierwszy raz to usłyszałem! Ja zawsze lubię trochę pozmieniać, improwizować. Już w szkole teatralnej zawsze mi mówili: “Wojtek, fiksuj”, chodzi o powtarzalność. Uczyłem się przez lata żeby być powtarzalnym. Lubię też właśnie coś pozmieniać, więc wiem, że montażyści mogą mieć potem problem, żeby to wszystko zmontować! Jak robimy te filmy niezależnie, to nic nas nie goni. Nie goni nas tempo. Ty jesteś tutaj panem czasu.

 

H.K: Na scenie zobaczyć mogliśmy współpracowników, ale przede wszystkim przyjaciół. Jak zaczęła się wasza przyjaźń z Krzyśkiem Jankowskim?

W.S: Tak naprawdę już nawet do końca nie pamiętam. To było z piętnaście lat temu, po jego pierwszym filmie ,,Ego”. Ponieważ my zaczęliśmy robić swoje kino niezależne, mimo że byliśmy zawodowymi aktorami i graliśmy w teatrze i filmie, to chcieliśmy coś swojego. Gdy zaczęliśmy robić niezależnie, to też bardziej polubiliśmy samo aktorstwo. Nawet w profesjonalnych produkcjach w późniejszym czasie sprawiało to już większą przyjemność. Odkąd zaczęliśmy robić niezależne filmy z Krzysiem Jankowskim, który reżyserował, to cała ta podróż i zdobywanie wiedzy, że jest tyle festiwali w Polsce i ludzi, którzy robią to z pasji- to jest cudowne! Olbrzymia przyjemność. Największe przeżycie to była właśnie podróż po festiwalach filmów niezależnych, przez lata. Poznawanie filmowców niezależnych, których filmy może mogą być “gorsze technicznie”, czy zagrane przez naturszczyków, ale ja wolę niezależne festiwale od tych profesjonalnych.

Rozmawiała Hanna Kucal

Fotografia: Martyna Kawa