Warsztaty taneczne są znakomitą okazją do wzbogacenia swoich umiejętności o kolejną porcję wiedzy, poszerzenia własnych zdolności ruchowych oraz poznania nowych środków ekspresji. Celem warsztatów jest też pogłębienie świadomości ciała, przestrzeni, dynamiki ruchu oraz ćwiczenie wyrazu scenicznego. Wykładowcą tańca współczesnego jest w tym roku Monika Kiwak absolwentka wydziału tańca w Performers House (Dania), dyplomowana instruktorka tańca współczesnego (Narodowe Centrum Kultury).

 

Magdalena Sułkowska: Jesteś u nas po raz pierwszy. Jak wrażenia?

Monika Kiwak: Bardzo jestem zadowolona. To jest rzadka okazja, jednocześnie wyzwanie i przywilej pracować z dużą grupą młodych tancerzy w tak intensywnym czasie. Ćwiczyliśmy codziennie przez 5-6 godzin, przez 9 dni, co jest szansą dla młodych ludzi na procesowe przyswajanie materiału ruchowego.

 

MS: Brałaś wcześniej udział w podobnym projekcie?

MK: Z taką ilością osób – nigdy.

 

MS: Co było największą trudnością? Jeżeli była taka.

MK: To, co jest piękne w międzynarodowym projekcie i jednocześnie jest trudnością to język. Język „branżowy” jest zupełnie inny od codziennego i myślę, że często był wyzwaniem dla grupy z Ukrainy. Prowadziłam zajęcia w dwóch językach: po angielsku i po polsku, co wymaga specyficznej aktywności mózgu słuchaczy. Ale z drugiej strony, dla mnie to jest przyjemność prowadzić lekcje po angielsku. W pewnym stopniu czuję, że językiem tańca współczesnego jest język angielski.

 

MS: Jak oceniasz poziom naszych warsztatowiczów? Czy są jakieś różnice pomiędzy tancerzami z Niemiec, Polski i Ukrainy?

MK: Raczej nie dzieliłabym narodowościami, każdy ma inny poziom techniczny. Mnie fascynuje, że mimo iż ktoś był na niższym poziomie technicznym, a był zaangażowany, słuchał i aplikował informacje – robił szybsze postępy. Mam większą przyjemność pracować z takimi ludźmi. Lubię patrzeć na tancerza, który myśli o tym, co robi i jest zaangażowany. Widać wtedy, jak jego ciało się zmienia, ma „błysk w oku”, mówiąc potocznie, ma wyraz sceniczny. Więc mimo, że jego technika nie jest zaawansowana, to ktoś taki bardziej mnie przyciąga, niż ktoś techniczny, kto tylko odtwarza ruch i nie myśli o jego intencji.

 

MS: Co sprawiło, że zainteresowałaś się tańcem?

MK: Nikt w moim mieście nie tańczył tańca współczesnego, nie było go w telewizji, nie mam tradycji artystycznych w rodzinie. Nie było też wtedy you tube. Ale tata zawsze mnie mobilizował do sportu. I kochałam teatr. Jak byłam na studiach, przyjechał do Radomia Polski Teatr Tańca i, jak skończył się spektakl, ja już wiedziałam, że to jest to. Zapisałam się od razu na pierwsze moje warsztaty do Lublina i wiedziałam, że chcę to robić – nie przeczuwałam nawet, że to będzie mój zawód. Chodziłam regularnie na lekcje tańca, jeździłam na warsztaty. A potem wyjechałam do szkoły performatywnej w Danii, w trakcie drugiego kierunku studiów na UJ. Z Danii wróciłam z kontuzją. Rekonwalescencja miała trwac 3 tygodnie, a trwała rok. Jak już doszłam do siebie, to stwierdziłam, że wszystko, albo nic – jeśli chcę tańczyć przez cały dzień, to muszę zacząć uczyć. I, skoro już tyle wiem, to muszę się zacząć tym dzielić. I tak się zaczęło. Postawiłam wszystko na jedną kartę. Nikt we mnie na początku nie wierzył. Ja sama chyba też nie do końca, ale miałam przekonanie, że tylko to chcę robić. Sama szukałam sobie zleceń. Brałam wszystko niezależnie od stawek i warunków pracy. Spalałam się energetycznie i nie miałam świadomości dbania o moje podstawowe narzędzie pracy - moje ciało. Pamiętam tamte czasy i doceniam to, że teraz często praca znajduje mnie sama.

 

MS: Ostatnim pytanie miało brzmieć: czym dla Ciebie jest taniec obecnie, ale odpowiedziałaś już na nie… Dziękuję bardzo i, mam nadzieję, do zobaczenia za rok.