Warsztaty ognia, poza nauką poskramiania tego żywiołu, mają na celu rozwój kompetencji społecznych, takich jak komunikacja i praca w zespole, które wpływają na wzrost poczucia własnej wartości młodych ludzi. Pierwszym krokiem są zajęcia poświęcone integracji grupy, następnym cykl warsztatów poświęconych nauce żonglowania piłeczkami, pojami oraz kijami. Kolejnym etapem są działania ukierunkowane na poprawę motoryki ciała oraz doskonalenia wyrażania emocji. Ostatni etap to przygotowanie pokazu. Wykładowca Krzysztof Prunesti jest u nas po raz pierwszy.

 

Magdalena Sułkowska: Prowadzicie warsztaty ognia w Stargardzkim Centrum Kultury. Jaka jest różnica pomiędzy tym, co robicie na co dzień a takim projektem?

Krzysztof Prunesti: To, co robimy na co dzień jest bardziej wymagające od uczestników. To po pierwsze, po drugie są inne techniki. Tutaj, w tak krótkim czasie musieliśmy zastosować najprostsze techniki, skompresować wszystko tak, aby pokazać jak najwięcej i jak najbezpieczniej. Moja grupa ze Stargardu zaczyna pracę z ogniem po miesiącu, dwóch, a nie dwóch, trzech dniach, jak to miało miejsce tutaj.

 

MS: No, właśnie – widziałam przerażenie w oczach warsztatowiczów na pierwszej „próbie ogniowej”. Jak wyglądało oswajanie strachu?

KP: Rzucenie na głęboką wodę, dosłownie. Inaczej nie da się tego strachu oswoić. Można stosować techniki bardziej „pobłażliwe”, ale w tak krótkim okresie czasu jest to niemożliwe. Dostajesz płonący kij, czy pojki do rąk i robisz z nim dokładnie to, co robiłaś przez ostatnie kilka dni. Jeżeli nie jesteś w stanie przełamać strachu, to po prostu tego kija nie dostaniesz.

 

MS: Jak oceniasz poziom samego projektu i, oczywiście, poziom uczestników?

KP: Uważam, że cały projekt jest na wysokim poziomie, tylko, z mojego punktu widzenia, warsztaty trwają za krótko. Wokaliści i tancerze mają łatwiejsze zadanie – nauczenie się kilku piosenek, czy układu tanecznego dla osób, które najczęściej robią to na co dzień, nie jest aż tak dużym wyzwaniem. Przy kuglarstwie jest znacznie więcej pracy. Nauczenie jednego triku zajmuje czasem kilka dni. Natomiast sami uczestnicy… Mieliśmy na początku 29 osób, a występuje z ogniem 9, w tym niektórzy to naprawdę „perełki”.

 

MS: Teraz pytanie o waszą nietypową pasję, skąd się wzięła?

KP: Zacząłem przygodę z ogniem jako młody chłopak, ale nie mam pojęcia, czy zobaczyłem gdzieś kuglarzy, czy ktoś mi polecił taki sposób spędzania wolnego czasu? Zacząłem się uczyć – jestem samoukiem – i tak mi zostało. 5 lat temu założyłem z kolegą grupę Fire Arrow i cały czas prężnie się rozwijamy.

 

MS: Ostatnie pytanie. Wrócicie do nas za rok?

KP: Z przyjemnością, jak nas zaprosicie…