„Niech Pani dalej wchodzi przez te otwarte drzwi…”

 

„Pierwszy raz miałam taką rozmowę po polsku, więc tak było… miło.”[i]

 

Światła leniwie rozświetlają salę, nasze źrenice się zwężają, mięśnie wręcz bolą od stałego napięcia. Nie sposób zobaczyć film „Over the limit”, wstać z kinowego fotela i wyjść, powrócić do codzienności. Pomimo powabnych ruchów i wdzięku, które wypełniają ujęcia, siła głównej bohaterki chwilami paraliżuje i wciska nas w ten fotel.

 

Festiwal „Lato z Muzami” to nie tylko okazja do udziału w warsztatach artystycznych i koncertach, czy też do poznania nowych perełek kinematografii. Tym, co czyni wydarzenie wyjątkowym, jest możliwość przeżywania sztuki w towarzystwie innych osób. Każdy spektakl otwiera dyskusję, która niejednokrotnie pomaga unieść pozostawiony w nas bagaż emocjonalny, spojrzeć na temat z innej perspektywy, dowiedzieć się czegoś (i przekazać to dalej) oraz poznawać świat. Rozmowa z twórcą filmu to wręcz ekskluzywny przywilej.

 

Ekskluzywny przywilej został nadany nam, widzom, po projekcji filmu „Over the limit” poprzez możliwość wymiany myśli z reżyserką. Po zapoznaniu się z historią dwudziestoletniej gimnastyczki Rity, widzianą oczami debiutującej Marty Prus, staramy się wrócić z rosyjskiego ośrodka szkoleniowego do sali kinowej NDK-u. Jednak ten powrót nie jest całkowitym „zejściem na ziemię”, gdyż z biegiem rozmowy okazuje się, że wspólnie staramy się przebrnąć przez sportową rzeczywistość młodej dziewczyny. W zasadzie pole dyskusji stale się poszerza, coraz więcej osób pragnie dookreślić pewne wątki, pytać, zrozumieć, podziękować za film. Sposób odbioru pana z czwartego rzędu intryguje osobę zajmującą miejsce przy schodach, a sama autorka wzrusza się wypowiedzią kolejnego mówcy. To, co wszyscy dostajemy od Marty Prus, częściowo zaspokaja naszą ciekawość, ale też niejednokrotnie mnoży znaki zapytania, w miejsce których sami musimy postawić kropkę. Widzimy złożoną historię od jeszcze innej strony, poznajemy okoliczności tworzenia obrazu, kręcimy głową z niedowierzaniem, uświadamiając sobie ogrom pracy, którego dzieckiem jest 74-minutowy „dokument fabularny”.

 

Podczas spotkania odkrywamy niesamowitą historię tworzenia filmu, począwszy od zainteresowania Marty Prus sportem, Rosją, metodami treningów stosowanymi w kraju totalitarnym. Reżyserka trenowała gimnastykę artystyczną, natomiast podczas studiów reżyserskich wyjechała na warsztaty do Rosji, co kazało jej zastanowić się nad odmiennością tego kraju. W końcu natknęła się na postać Iriny, żony miliardera, która przewodziła rosyjskiemu światu gimnastycznemu.

 

Wśród widowni film wywołuje niemałe emocje, przenosząc we wspomnienia o zesłaniu na Syberię czy też każąc zmierzyć się z wewnętrznym buntem wobec ujrzanej tragedii. Pojawiają się pytania o chwile radości Rity, o jej stosunek do nagród i wysiłku a nawet o relacje z rodziną. Widzów na tyle poruszyła historia młodej gimnastyczki, że chwilami trudno im przekazać mikrofon dalej, ponieważ dostając odpowiedź na jedno pytanie, w ich głowach rodzą się następne. Hermetyczne środowisko rosyjskiego świata gimnastyki przed laty zaintrygowało twórczynię filmu, która teraz zaszczepia w odbiorcach ciekawość tamtej, pełnej rygoru, rzeczywistości.

 

Marta Prus w jednym z wywiadów przyznała, że dla niej premiera autorskiego filmu jest jego pogrzebem. „Film się ode mnie odrywa, a ja zostaję sama. Film już żyje poza mną. Jako reżyser zrobiłam wszystko, co mogłam zrobić. Więc muszę iść dalej.” [ii] Rzeczywiście, doglądane z czułością pisklę opuszcza gniazdo, leci w świat. Jednak czy zostaje zupełnie bez opieki? Organizacja takich spotkań, spontaniczne dyskusje czy nawet kilka słów rzuconych w rozmowie, sprawiają, że film codziennie może rodzić się na nowo, gdy w nas zradza się zainteresowanie sztuką.

 

„Nie lubię filmów dokumentalnych, które zamiast pola do myślenia, dają jedną odpowiedź, ponieważ… rzadko kiedy jest jedna odpowiedź.”[iii]

 

[i] Wypowiedź reżyserki po projekcji filmu

[ii] Wywiad z Bartoszem Staszczyszynem zamieszczony na stronie culture.pl

[iii] Wypowiedź reżyserki po projekcji filmu

 

Julia Drobińska