„Staruchy dobrze się trzymają” – mówi Agnès Varda, dziewięćdziesięcioletnia fotografka i reżyserka filmowa, przez niektórych nazywana Punkową Babcią. Indywidualistka, przedstawicielka francuskiej Nowej Fali i legenda kina francuskiego. Ciężko uwierzyć, że artystka początkowo stroniła od sztuki filmowej, ale najprawdopodobniej dzięki temu ma taki dystans do kina komercyjnego, a jej własne dzieła daleko odbiegają od jakichkolwiek schematów. Niezwykła wrażliwość twórczyni sprawia, że jej charakterystyczny zamysł tworzenia filmów jest nie do podrobienia. Kobieta studiowała filozofię, sztuki piękne i fotografię, ale filmem postanowiła się zająć po śmierci ojca. Od swojego pierwszego dzieła pokazuje nam prostą prozę życia, uważa, że: „Życie jest potężniejsze od kina. Kiedy przedziera się na ekran, powstaje sztuka”. Zawsze starała się dostrzegać to, co inni pomijali, skupiać się na ulotności chwili i życia.

 

Pieniądze ze spadku po ojcu postanowiła przeznaczyć na swój pierwszy film. Razem z ekipą, która w większej części składała się z amatorów, wyruszyła do La Pointe Courte (taki też jest tytuł tego filmu). Opowiadając historię przyjezdnego małżeństwa i kilku miejscowych rybaków, udało jej się uwiecznić codzienność mieszkańców miasta. Jakiś czas później, realizując projekt „Plaże Agnès” (2008), postanowiła tam wrócić i pokazała „La Pointe Courte” (1955) dzieciom tych, których wówczas uwieczniła. Potwierdza to, że reżyserka miała tendencję do konstrukcyjnego dualizmu (tworzyła dwa filmy, które wzajemnie się dopełniają).

 

Podczas festiwalu „Lato z Muzami” odbyła się regionalna premiera filmu „Twarze, plaże”, który powstał przy współpracy z JR – młodym fotografem i artystą ulicznym. Temu osobliwemu duetowi udało się stworzyć niesamowity dokument, łączący ich zupełnie różne spojrzenia na świat. Spontaniczne podróże z kamerą, spotkania ze „zwykłymi ludźmi” i próba uwiecznienia ulotności życia na fotografiach stanowią kwintesencję jej twórczości. Podczas odwiedzania różnych zakątków Francji do reżyserki powróciły również wspomnienia. Agnès opowiada: „Los zawsze rzucał mnie na kolejne plaże […]. Nie ma piękniejszego krajobrazu. Linia horyzontu napawa mnie spokojem i wiarą w harmonię świata. Gdy otacza cię piasek, możesz pójść w każdą stronę. To tutaj wracają do mnie obrazy z przeszłości.”

 

Każdemu, kto nie miał okazji zobaczyć ani jednego dzieła Varda, polecam zagłębić się w sztuce tej niesamowitej osoby. Mam nadzieję, że magia jej kina oczaruje również was.

 

Łucja Uhura