kadr z filmu „Wieża. Jasny dzień” , reż. Jagoda Szelc

Każdego dnia stajemy wobec setek twarzy, poruszamy się pośród różnych serc i historii. Wśród nich są jednak takie, które mają nas sprowokować, czegoś nauczyć albo pomóc nam na nowo odkryć siebie, jakkolwiek banalnie mogłoby to zabrzmieć. To jest ten moment, kiedy staje obok (wobec) nas Drugi – ten, kto choć na chwilę, czasem wbrew naszej woli, staje się naszym przewodnikiem. I właśnie o Drugim opowiadały filmy drugiego dnia „Lata z Muzami”.

 

„Borg/McEnroe. Między odwagą a szaleństwem” Janusa Metza to świetnie opowiedziana historia rywalizacji między dwoma tenisistami, w której sama świadomość istnienia Drugiego, powoduje, że trzeba na nowo mierzyć się z samym sobą, własnym perfekcjonizmem, ograniczeniami i wyobrażeniami. W efekcie Drugi staje się tym, który wyzwala w sercu siłę i pomaga szlachetnieć.

 

W „Twarzach, plażach”, Agnes Varda i JR – twórcy i bohaterowie – stają się nawzajem dla siebie Drugim, który pomaga realizować marzenia, pozwala spojrzeć na świat z innej perspektywy i daje sercu jakąś świeżość, jasność. „Twarze, plaże” uczą też, że Drugim może być naprawdę każdy napotkany człowiek – ogromnie wzrusza ciekawość i pasja, z którą Varda i JR słuchają historii rolników, dokerów i ludzi wyrzucanych na bruk.

 

Wreszcie „Wieża. Jasny dzień” – niezwykły debiut reżyserski Jagody Szelc – przypomina, że Drugi może stać się też niechcianym odbiciem w lustrze. Oto rodzinne relacje każą bohaterom konfrontować się z lękami, słabościami i ciemnością, którą najchętniej zepchnęłoby się w kąt serca.

 

I tak oto trzy, na pozór, inne filmy, zostają w sercu równie mocno – zostawiając trochę nadziei i sporo pytań. Czy trzeci festiwalowy dzień spróbuje odpowiedzieć choć na część z nich?

 

Wojciech Koladyński