Na bis!  Gość movie – szósty - wywiad z Romą Gąsiorowską

Na bis! Gość movie – szósty - wywiad z Romą Gąsiorowską

„Sztuka była zawsze ze mną i we mnie”

Wywiad z Romą Gąsiorowską

Hanna Kucal: W filmach „1800 gramów” i „Amatorzy” grasz bardzo różne postacie: troskliwą kobietę, starającą się o dziecko w jednym, kapryśną gwiazdę – w drugim. Jakie role preferujesz?

Roma Gąsiorowska: Dla mnie w aktorstwie ważne jest, żeby doświadczać nowych wyzwań. Takie właśnie propozycje przyjmuję, takich bohaterek i projektów szukam. Nie lubię być szufladkowana, gdybym miała grać jeden typ postaci, nie czułabym aż takiej satysfakcji, jak w przypadku, gdy mam szansę kreować zupełnie różne od siebie osobowości. Nie zawsze aktorka ma taką możliwość. Wiele zależy od warunków fizycznych. Mam to szczęście, że moje warunki fizyczne i plastyczność twarzy nie ograniczają mnie i mogę wcielać się w różne osoby. Dla mnie zawsze musi to być coś nowego, innego. Ale przy wyborze projektów, w których biorę udział nie patrzę jedynie na postać, którą mam zagrać – interesuje mnie cały zamysł, to, co reżyser i scenarzysta chcą przekazać widzom. W przypadku filmów „1800 gramów” i „Amatorzy” zaciekawiła mnie przede wszystkim waga tematów, które opowieści te niosą. Nie bez znaczenia była też złożoność Magdy i Wiki. Zawsze też w rolach w filmach i sztukach szukam prawdziwego człowieka, autentyzmu w bohaterze.

H.K.: Jak zaczęła się Twoja przygoda z aktorstwem? To był przebłysk czy jednak długofalowe plany?

R.G.: Nigdy nie myślałam, że zostanę aktorką. Kiedy byłam w liceum, bliższe było mi myślenie o sobie jako o artystce. Zresztą nawet teraz bycie aktorką mi nie wystarcza. Realizuję się na wielu polach zawodowo i biznesowo. Sztuka zawsze była ze mną i we mnie. Kiedy byłam nastolatką, czułam, że mam wiele możliwości i ciągnęło mnie w różnych kierunkach.  Czułam, że mam wiele rożnych predyspozycji, Ludzie mówią: masz talent do czegoś, a ja mam taką teorię, że jak ktoś ma talent, to po prostu ma talent, a nie do czegoś. Mówiąc o talencie, myślę o pewnego rodzaju łatwości, lekkości w podejmowanych działaniach, nie tylko w jednej dziedzinie. Ale talent, to nie wszystko. Trzeba jeszcze mieć w sobie dużo pokory i ogromną dyscyplinę, żeby obok talentu wypracować technikę, bo ona dopiera otwiera drzwi do profesjonalizmu i możliwości uprawiania danego zawodu. Gdy jest się dzieckiem czy nastolatkiem i masz do czegoś talent, to rzadko się zdarza, że ktoś do nas podchodzi i mówi: „masz talent, chodź ze mną!”. To w nas samych musi leżeć obok talentu odwaga i kreatywność, by odnaleźć dla siebie właściwą drogę do spełnienia. A nawet jeśli jesteśmy na tej drodze, nie zawsze spełnienie przychodzi. To złożone i długofalowe procesy. Klucz to ciągłe próbowanie i nierezygnowanie z powodu porażki w jednym punkcie czy w jednej dziedzinie. Warto mieć marzenia i dążyć do ich zrealizowania. To rozwija. Ważny jest ten właśnie proces.

H.K.: Masz jakąś radę dla miejscowej młodzieży?

R.G.: Jeśli chce się wyjść poza szereg, to najważniejsze jest, żeby nie ograniczać się do tego, co najbliżej. Trzeba zachować siebie, własną osobowość i marzenia, nie stać się częścią jakiejś większej całości, tracąc swoją osobowość tylko po to, żeby nie wzbudzać zbytniego zainteresowania. Bo przecież „większość” nie lubi tych, którzy się wyróżniają, Ale to właśnie Ci, którzy ufają własnej intuicji nawet czasem wbrew ogółowi i idą za nią, znajdują w konsekwencji ludzi, którzy myślą podobnie do nich. Tylko to może nie być na początku proste. Ja zawsze mówię, że liderzy często są samotni, bo mają w sobie wiele więcej niż inni: potencjału, możliwości i świadomości. A Ci co tego nie mają, nie lubią takiej osoby, zazdroszczą, boją się, czują się niewygodnie, różnie. W każdym razie taka osoba odstaje. A kiedy się jest wrażliwym liderem, to ta droga jest szczególnie bolesna i zazwyczaj wymaga odcięcia tzw. „pępowiny”, aby nabrać samodzielności i doświadczyć na własnych błędach tego, kim się naprawdę jest. Oczywiście nie mówię tu tylko o buncie dla samego buntu, bo akurat uważam, że tego typu walka nie jest środkiem do celu. Radzę młodym osobom, żeby dokładnie wsłuchiwały się w siebie, trzymały się własnego „ja”, trwały przy nim i żeby pracowały nad sobą i swoimi emocjami. Wtedy będą w stanie zakomunikować innym to, co chcą. W silnych emocjach ciężko zakomunikować to, co się chce.
A rzadko spotykamy osoby wyrozumiałe, które nasze emocje zrozumieją i na nie pozwolą oraz nas wysłuchają, mimo tych emocji. Młody człowiek ma w sobie z racji wielu i hormonów tych emocji więcej, dlatego jeszcze trudniej nad nimi zapanować, ale można próbować.  Na pewno każdy z nas w jakimś momencie życia doświadcza poczucia bycia nierozumianym, ale idąc własną ścieżką, w końcu odnajdziemy ludzi, którzy to zrozumienie nam dadzą. Mówi się, że osoby z dużych miast mają większe możliwości, ale nie zawsze tak jest. A w przypadku, gdy tak jest, to też nie znaczy, że potrafią je wykorzystać. Trzeba umieć się wsłuchać w samego siebie, wyciszyć
i w ten sposób dotrzeć do własnych pragnień. Właśnie to jest dla mnie startem w życiowej podróży.

H.K.: Jak spodobało Ci się tutaj u nas, na naszym festiwalu?

R.G.: Jest wspaniale! Bardzo się cieszę, że zostałam tu zaproszona i już wiem, że do Was wrócę, aby poprowadzić tu w przyszłym roku warsztaty dla młodych, dając im konkretne narzędzia nie tylko aktorskie, ale też coachingowe. A więc, do zobaczenia!

Rozmawiała Hanna Kucal